Budzi mnie głośne pikanie zegarka. Wyłączam alarm i podnoszę się z łóżka. Jestem wyspana jak jeszcze nigdy.
Poranne słońce rozświetla całe pomieszczenie. Cudowny widok.
Otwieram szafę i wyjmuję z niej parę jasnych, dżinsowych rurek i sweter w czarne paski. Zakładam je na siebie i zajmuję się włosami. Nigdy ich nie lubiłam, ale dzisiaj wyglądały naprawdę w porządku.
Jeśli chodzi o makijaż to nie jestem jego fanką, ale dziś postanawiam wyglądać dobrze. Na koniec myję dokładnie zęby.
Na nogi nasuwam moje czarne trampki, a na ramiona skórzaną, czarną kurtkę i wchodzę do części domu taty.
-Hej. Jak się spało? -pyta mnie Sylvia. Ma na sobie ołówkową spódnicę i fioletową bluzkę na guziki. Jej niesforne loki dziś są związane w koka z tyłu głowy, a na oczach ma kreski. Wygląda oficjalnie.
-Dobrze. -odpowiadam. -Jest coś na śniadanie?
-Zrobiłam ci tosty z dżemem i kawę. -pokazuje na marmurowy stół. Już od dawna nie jadłam tak dobrego śniadania. -Zawiozę cię dziś do szkoły.
Kiwam głową przełykając ostatni łyk kawy. Była pyszna.
Mój tata razem z Tommym wchodzą do kuchni. Mały posyła mi uśmieszek i dosiada się do mnie.
-Hej siostrzyczko. -mówi słodziutkim głosem. Tata i Sylvia patrzą się na mnie, jakbym zaraz miała go za to zabić.
-Hej braciszku. -odpowiadam, na co ich ciała zastygają, a na ich twarze wkradają się ogromne uśmiechy. -Idziesz dzisiaj do szkoły? -pytam się go.
-Tak. Ty też?
-Mhm. -wstaję z krzesła i razem z Sylvią kierujemy się do wyjścia. Zatrzymuje nas chłopczyk, który przytula się do mnie mocno.
-Powodzenia w szkole siostrzyczko. -uśmiecha się pogodnie i zostaje w korytarzu, gdy ja i Sylvia wychodzimy na zewnątrz. Macham mu jeszcze przez jakiś czas, a potem wsiadam do samochodu kobiety i odjeżdżam.
Sylvia włącza radio i je odrobinę ścisza.
-Wiesz ja naprawdę nie wiedziałam co powiedzieć Tommy'emu, więc powiedziałam mu, że jesteś jego siostrą. Chyba nie jesteś zła?
-Nie jestem. To tylko dziecko. -wzruszam ramionami.
-Przyjechać po ciebie potem?
-A dojeżdża tu jakiś autobus? -pytam.
-Tak.
-Więc przyjadę autobusem. Nie chcę ci sprawiać problemu.
-Dobrze. -kiwa głową i wjeżdża na parking. -Powodzenia i pamiętaj, że plan odbierzesz u dyrektora.
Żegnam się z nią i wychodzę z pojazdu.
Stoję chwilę w osłupieniu, podziwiając wielkie marmury budynku. Szkoła, do której wcześniej chodziłam była malutka i każdy się tam znał. Jeszcze jedna poważna zmiana.
Idę tuż do wejścia i przekraczam wielkie, szklane drzwi. Kieruję się schodami na górę, tuż do pokoju dyrektora. W końcu znajduję drzwi z napisem dyrektor, więc pukami wchodzę do środka.
Za biurkiem siedzi siwa kobieta, która od razu rzuca mi miły uśmiech. Oh, gdyby wiedziała o mnie chociaż połowę przestałaby się szczerzyć.
-Do dyrektora? -pyta się mnie, popijając łyk jakiegoś napoju w kubku. Kiwam głową. -Wchodź śmiało. -pokazuje na drzwi za sobą.
Omijam jej biurko i znów pukam, po czym wchodzę.
-Dzień dobry. -witam się. -Jestem Caroline Johnson, nowa uczennica.
-Ah tak. Caroline, czekałem na ciebie.
Że co?
-Tu jest twój plan i kluczyk do szafki. -wręcza mi małą karteczkę i metalowy przedmiot -Mam nadzieję, że spodoba ci się ta szkoła.
-Ja też mam taką nadzieję. -posyłam mu słaby uśmiech.
-Pierwsza lekcja zaczyna się za parę minut, więc śpiesz się. -pogania mnie. Co jest? Nie mogę tu postać?
Pewnie chce sobie przelecieć tą sekretareczkę za biurkiem. Jezu.
-Do widzenia. -rzucam i wychodzę z pokoju.
Czemu już mam dość tej szkoły?
Docieram do mojej szafki z numerem 69. O boże, co za ironia.
Wkładam kurtkę do środka i wyjmuję wszystkie niepotrzebne książki na dzisiaj. Według planu będę mieć teraz angielski. Nie tak źle.
Zamykam drzwiczki z niemałą trudnością, bo są byle jakie, i udaję się pod swoją salę.
Lekcje się już zaczęły, więc wchodzę do klasy spóźniona. Jeszcze tego brakowało.
-Ty pewnie jesteś Caroline. -mówi mężczyzna. -Czyż nie?
-Tak, to ja.
-Dobrze, zatem usiądź proszę...hm -zastanawia się chwilę. Wolne miejsca są tylko dwa, a on zastanawia się tak długo jakby to było coś wielkiej wagi. -Usiądź z panem Stylesem. Tam na końcu. -wskazuje na chłopaka.
Nie mógł mnie posadzić z jakąś dziewczyną?
Po klasie roznoszą się szepty,a wszyscy zwracają wzrok na mnie. Marszczę brwi. Czy to takie dziwne, że siadam z chłopakiem? Co to ma w ogóle być?
Dopiero gdy podchodzę bliżej mogę pogratulować sama sobie, czujecie tą ironię?
Przyglądam się mu przez chwilę i już żałuje, że przyszłam na tą lekcję. Tatuaże pokrywają chyba każdy centymetr jego ciała. Jezus Maria. Kolczyk w wardze i w brwi? Serio?
Siadam obok bruneta, a do moich nozdrzy dolatuje ostry zapach mięty. Przynajmniej nie śmierdzi.
Wykładam potrzebne książki i odrobinę odsuwam się od chłopaka. Na wszelki wypadek. Coś poważnie go rozbawia, bo zaczyna cicho chichotać.
-To ja cię tak bawię? -pytam, patrząc na niego dziwnie. Kto normalny śmieje się z niczego?
-Właściwie to tak.
Nadal patrzę na niego pytająco.
-Nie znam dziewczyny, która by się ode mnie odsunęła i ani razu do mnie nie zagadała. -śmieje się. -Albo jesteś kujonem, albo kosmitką.
-Wydaje mi się, że po prostu jesteś za bardzo pewny siebie. -odgryzam się. -Wybacz, ale nie usiądę ci na kolana i nie dam się przelecieć. Poszukaj innej ofiary.
Przez chwilę mogłam dostrzec jego zdziwiony wyraz twarzy, ale zaraz zamienia go na głupi uśmieszek.
Typowy dupek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Za każdy komentarz jestem ogromnie wdzięczna. Jesteście niesamowici!