wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 1

Myślę, że zasłużyłam na wszystko, tylko nie na to. Dlaczego takie chore rzeczy przydarzają się tylko mi?
Przecież nic nie zrobiłam. Kompletnie nic.
Moja mama? Oczywiście, była troszkę dziwna i szalona, ale nigdy nie przypuszczałam, że może skończyć w szpitalu psychiatrycznym.
Nawet nie chcę o tym myśleć.
-Musisz iść do domu. -mówi pani psycholog, u której siedzę już dobre trzy godziny. -Musisz się spakować. Jutro przyjedzie po ciebie twój tato i zabierze cię stąd, dobrze? -nie, nic nie jest dobrze.
-Nie mogę jeszcze chwilę tu posiedzieć? -pytam cicho, skrobiąc lakier z moich paznokci.
-Za piętnaście minut zamykają. Musisz już iść. -gładzi mnie po ramieniu. Wydaje mi się, że tylko ona rozumie jak się czuję. Może dlatego tutaj pracuje?
Wstaję jednym ruchem z krzesła, zrzucając jej rękę z ramienia. Rzeczywiście powinnam wracać do domu. Na dworze już się ściemnia.
Zakładam na siebie kurtkę i kieruję się do wyjścia.
Gdy otwieram drzwi frontowe, uderza we mnie chłodny powiew wiatru. Oh tak, zima zbliża się nieubłagalnie szybko.
Wiatr rozwiewa moje włosy na wszystkie strony, a ja przyciskam mocniej kurtkę do ciała, aby nie zmarznąć. Jeszcze brakuje mi teraz choroby, naprawdę.
Długi spacer okazuje się wcale nie taki długi. Stoję chwilę pod domem, w którym zaledwie wczoraj kłóciłam się z mamą. Dziś będę tutaj zupełnie sama.
Wchodzę do środka i zdejmuję buty oraz kutkę, zostawiając je na komodzie w holu. Dalej kieruję się na piętro, do mojego pokoju. Chowam głowę pod łóżko i wyciągam spod niego dużą, czarną walizkę. Ładuję do niej wszystkie ciuchy, bieliznę, książki. Wszystko co jest mi potrzebne. Gdy bagaż jest pełny, zamykam go. Z wieszaka, na którym kiedyś były moje ulubione bluzy, zdejmuję moją, zieloną, dosyć sporą torebkę. Pakuję do niej wszystkie małe rzeczy, łącznie ze zdjęciami z półek.
Pokój jest pusty. Wszystkie rzeczy już spakowałam.
Postanawiam wziąć krótki prysznic i przebrać się w piżamy, które moim zdaniem powinny tu zostać. To jedyne ciuchy, które chcę tu zostawić.
Woda obmywa moje zmarznięte ciało i odrobinę je odpręża. Wycieram się dokładnie, rozczesuje mokre włosy, ubieram na gołe ciało bieliznę, no i piżamy.
Znów jestem w moim pokoju. Rozglądam się jeszcze raz po całym pomieszczeniu. Gdy jestem pewna, że niczego więcej nie przeoczyłam, gramolę się pod kołdrę i nasuwam ją pod samą brodę.
Czuję się samotna i bardzo zagubiona.
Jutro rano mój ojciec tu przyjedzie, żeby zabrać mnie do swojego perfekcyjnego życia.
Zostawił mnie i mamę jak miałam zaledwie siedem lat, a teraz po dziesięciu latach rozłąki znów go zobaczę. Ba, ja z nim zamieszkam. Nie ma słów, które określiłyby jak bardzo go nienawidzę i jak bardzo nie chcę tam jechać, ale dokonałam wyboru. On, albo Dom Dziecka.
Gdy już powoli odlatuję w błogi sen, słyszę wibracje na podłodze. Chwilę mi zajmuje zorientowanie się, że to mój telefon, który jest w torbie.
Wyjmuję go szybko i odbieram połączenie.
-Halo? -pytam, pocierając twarz ze zmęczenia.
-Hej. Jak się masz? -pyta głos mojego najlepszego przyjaciela, Jaysona.
-Źle. -odpowiadam szybko, znów kładąc się na łóżku. -Bardzo źle.
-Słyszałem co się stało. Chciałem przyjechać, ale potem pomyślałem, że chciałabyś pobyć sama, więc w końcu tego nie zrobiłem. -mówi.
-Rozumiem.
-I jak to teraz będzie? -znów pyta. W jego głosie czuję desperację. -Zależy z czym. -burczę. Jak on może się mnie pytać o takie rzeczy?
-Nadal będziesz tutaj mieszkała?
-Nie. Jutro mój tata po mnie przyjeżdża i wyprowadzam się. -oznajmiam.
-Oh. -wzdycha zdenerwowany. -Będę mógł się chociaż z tobą pożegnać?
Oczy zaczęły mnie mocno szczypać, a w klatce piersiowej poczułam znany mi ból.
Przytaknęłam cicho, bo wydaję mi się, że gdybym powiedziała to głośniej, to rozpłakałabym mu się do telefonu.
-Muszę kończyć Jay. -rozłączam się, zanim coś odpowie i wybucham płaczem.
Nie chcę tego zostawiać. Nie chcę, do cholery!







Witam was wszystkich na moim blogu i zachęcam do komentowania. 
Co do rozdziału to wyszedł nawet niezły XD 
Jeśli  są jakieś niedociągnięcia, albo coś wam się nie podoba po prostu piszcie. 
Do następnego ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za każdy komentarz jestem ogromnie wdzięczna. Jesteście niesamowici!